poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Mój dzień

Dzień jak co dzień, otworzyłam okno by wpuścić ciepłe jeszcze powietrze. Duchota była nie do wytrzymania, dobrze że udało mi się przespać ranek i wstać dopiero późnym popołudniem. Krótkie włosy lepiły mi się do skóry, lekko kręcąc się przy skroni i karku. Niecierpliwie przeczesałam je lekko kościstymi palcami. Z tego co zdążyłam odnotować po przebudzeniu, to moja poranna kawa zdążyła na dobre wystygnąć i zredukować się w kubku do gęstej nieapetycznej mazi. Nienawidzę upałów, odbierają mi ochotę na tą odrobinę codziennej przyjemności. Kubek wrzuciłam do starego kamiennego zlewu, po drodze zdzierając z siebie koszulkę i halkę.
Przystanęłam na schodach prowadzących do mojego domu i czekałam. Wiatr z zachodu rozwiewał delikatnie włosy na karku zapowiadając nadejście upragnionego deszczu. Czekałam, nic jednak nie wskazywało na to by moja wiadomość dotarła do Nich. Lekko zawiedziona ruszyłam główną i zarazem jedyną ulicą- mój dom stał na samym jej końcu, przycupnąwszy na niewielkim wzniesieniu i schowany za wielką płaczącą wierzbą. Jego wschodnią ścianę pokrywał charakterystyczny krwisty winobluszcz. Miasteczko posiadało jeszcze parę domków ulokowanych w niewielkiej odległości od siebie i różniących się miedzy sobą wielkością i stylem. Bujna zieleń tworzyła cienie na skalnej drodze prowadzącej do niego, kamienie miło chłodziły moje gołe stopy. Ilekroć przechodziłam wzdłuż głównej ulicy nie mogłam powstrzymać się przed uczuciem dumy. Było to moje miejsce, odcięte od świata zewnętrznego. Tu było bezpiecznie, nie trzeba było chować się przed spojrzeniami ludzi nic nie rozumiejącymi z kim mają do czynienia. Nie czuło się tu strachu ani ograniczeń, pętających duszę.
Przy domku z zielonego kamienia odbiłam ostro w prawo, wspinając się na niewielkie wzniesienie. Tym razem moje stopy deptały miękko porastający poszycie mech, czułam na skórze dotyk paproci i listowie małych drzewek. Było to jak zaproszenie. Skóra swędziała i lekko paliła między łopatkami, jeszcze tylko chwilę i...czarna pantera bezgłośnie przecinała leśny szlak prowadzący do jeziorka zaopatrywanego w wodę przez niewielki wodospad. Wypływał on dziś leniwie zza skał., o tak -to tylko część tego co skrywało to niezwykłe miejsce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz